Faysal Issaf - cztery lata w obozie dla uchodźców

Tysiącom uchodźców udało się dotrzeć do Europy, gdzie będą szukać swojego miejsca na ziemi. Niestety tego szczęścia nie miał jeszcze Faysal Issaf, który od ponad czterech lat przebywa w obozie dla uchodźców w Jordanii, czekając na swoją szansę.

Faysal urodził się i wychował w zachodniej Syrii, w mieście Hims. Jest to trzecie co do wielkości miasto w kraju. Tam też poznał swoją żonę Moteę z którą ma trzy urocze córki – Roqia (11 lat), Saray (13 lat) oraz Maryam (18 lat). Przed wojną prowadzili skromne życie, Faysal pracował w firmie handlowej – To było małe przedsiębiorstwo, zajmujące się dziedziną, o którą nikt nie konkurował więc zarobki były bardzo niskie. Pracowałem przez 30 dni w miesiącu, jednak 2/3 pensji zabierane było na łapówki dla rządu. Reszta zostawała dla mnie. Musiałem z tego zapłacić podatki i utrzymać rodzinę – wspomina 44-letni Syryjczyk.


Wszystko w życiu rodziny Faysala zmieniła wojna domowa w Syrii. Rewolucja rozpoczęła się 15 marca 2011 roku, zniszczyła prawie całe Hims. Oficjalne mówi się o blisko dwóch tysiącach ofiarach śmiertelnych w tym mieście od początku wojny. Jednak najprawdopodobniej jest ich znacznie więcej.
Syryjczycy mieli nadzieję, że inne państwa pomogą nam w walce o wolność. Niestety stało się inaczej i zostaliśmy sami. Nasze marzenia zostały przerwane przez wojnę – wspomina Faysal – Widziałem ojców, którzy tracili swoje dzieci, a ich żony były porywane. Wtedy zdecydowałem się uciec z mojego kraju. Nie była to łatwa decyzja. I tak znalazłem się w Jordanii.

Obóz dla uchodźców znajduje się w granicach stolicy państwa z Bliskiego Wschodu - Ammanie. Oprócz Syryjczyków, znajdują się tam też Irakijczycy oraz Libijczycy. Jednak warunki bytowe w tym miejscu pozostawiają wiele do życzenia. - Tak naprawdę brakuje wszystkiego: bieżącej wody, jedzenia, opieki medycznej oraz pieniędzy - wylicza Faysal - czasem jest tutaj jak w piekle - dodaje smutno i ściszonym głosem.
Faysal jak wielu uchodźców marzy o podróży do Europy. Jednak na razie jest to niemożliwe. Koszt takiej ekspedycji to 3000 dolarów - jest to suma, na którą nie może sobie pozwolić - Oczywiście chciałbym udać się do jednego z europejskich miast, aby móc zarabiać i utrzymać rodzinę oraz wykształcić dzieci. Jednak mam nadzieję, że pewnego pięknego dnia wrócę do Syrii, która będzie bezpieczna i bez wojny. Nie chcę być uchodźcą cały czas - deklaruje mieszkaniec Hims.

Przez weekend w Europie odbyło się wiele protestów przeciwko uchodźcom. Wiadomości o tych manifestacjach dotarły także do Jordanii - To bardzo smutne zachowanie w stosunku do nas. Jesteśmy ludźmi tak samo jak Ci, którzy są w opozycji do nas, uchodźców. Nie mamy zamiaru napadać na wasze kraje, nie ukradniemy wam słońca czy powietrza. Mamy takie samo prawo do życia jak wszyscy inni ludzie. Chciałbym, aby moje dzieci jutro mogły się bawić na placu zabaw, a nie w niebie - Jednak Faysal wierzy, że na swojej drodze spotka także ludzi, którzy mu pomogą - W cokolwiek byśmy nie wierzyli dobro i pokój jest w nas, w ludziach - kończy Syryjczyk.
Trwa ładowanie komentarzy...